Salmo Klub

Hańcza wędkarzy wykańcza – „Pstrąg Hańczy” 2026

Napisany przez 6 maja, 202611 maja, 2026Brak Komentarzy

Ostatni majowy weekend od wielu lat kojarzy mi się z jednym – zawodami „Pstrąg Hańczy”, które początkowo organizowało Akademickie Koło Wędkarskie „Skish”, a potem zawody przejął „Salmo Club” w Białymstoku. Nie inaczej było także w tym roku. W piątkowy wieczór 24-go kwietnia w Stanicy Wodnej PTTK we Frąckach pojawiło się grono tych, którzy zdecydowali się poświęcić dwa dni na poszukiwanie przedstawicieli gatunku Salmo trutta morpha fario. Choć tak naprawdę, to już dawno nie o samo wędkowanie podczas naszych spotkań chodzi…

Na liście staryowej w zawodach muchowych Memeriale im. Krzysztofa Szerszenowicza znalazło się 13 nazwisk. Może właśnie ta pechowa liczba miała wpływ na ostateczne wyniki naszych zmagań. Oprócz muszkarzy na starcie zameldowali się także spinningiści w liczbie sztuk 6-ciu.Że o osobach towarzyszących nie wspomnę. Tak więc byliśmy silni, zwarci i gotowi aby pokazać pstrągom gdzie raki zimują. Albo rakom gdzie pstrągi, czy jakoś tak ;-).

Zanim jednak ruszyliśmy nad wodę powspominaliśmy naszych Przyjaciół, którzy kiedyś odwiedzali Frącki, a których nie ma już z nami. Zapalone za nich na tarasie stanicy cztery znicze stanowiły znak, że o Nich pamiętamy. Wyraziłem przy tej okazji życzenie, aby tych światełek nam w kolejnych latach nie przybywało. Piątkowy wieczór upłynął nam na wspólnej wyśmienitej kolacji przygotowanej przez Gospodarzy obiektu, a następnie przy ognisku. Rano wyruszyliśmy na łowy. No, może większość z nas wyruszyła. Woda w Czarnej Hańczy jest w tym roku tragicznie niska, a i panująca słoneczna aura nie sprzyjały połowom. Nikt jednak nie spodziewał się, że w trakcie dwóch sobotnich tur wędkowanie nie zostanie złowiony żaden miarowy pstrąg potokowy!


Słabo to świadczy o rybności rzeki, ale prawdę powiedziawszy do sytuacji tej zdołaliśmy już przez ostatnie lata przywyknąć. Kolejny raz napiszę, iż przecież nie o samo wędkowanie w tym naszym spotkaniu chodzi. Wieczór to kolejne ognisko, przy którym orócz tradycyjnej kiełbachy mogliśmy spróbować ziemniaczków z ogniska według pomysłu i wykonania Organizatora, czyli Marka „Generała” Kowalewskiego.

W nocy nad Frąckami rozpętało się piekło. Choć temperatura, która spadła w pobliże zera i padający w poziomie śnieg, przywodziły na myśl raczej ukochaną wyspę pewnego rudego prezydenta, pewnego zamorskiego kraju – Grenlandię. Nic więc dziwnego, że rano bodaj tylko 2-ka z nas wyruszyła na łowy. Ich odwaga i determinacja nie zostały jednak nagrodzone i w ten oto sposób po raz drugi w 44-letniej historii „Pstrąga Hańczy”, zawody zakończyły się bez złowionej ryby.

Trudno się mówi i kocha się dalej. Ten kto myśli, że za rok nie zameldujemy się we Frąckach, ten gruuubo się myli! Ale zanim to nastąpi mamy w kalendzrzu klubowych imprez kilka innych spotkań nad wodą i wówczas postaramy się już jednak coś pojmać. Na koniec chciałbym podziękować wspomnianemu Organizatorowi czyli „Generałowi”, ZO PZW w Białymstoku i wszystkim tym, którzy od lat na „Pstrąga Hańczy” przyjeżdżają. Bez Was nasze spotkania to by nie było już to.

Zostaw odpowiedź